piątek, 1 kwietnia 2016

02. Naruto Uzumaki


Stali na środku ścieżki, milcząc. Dziewczyna zastanawiała się, dlaczego ufała Sasuke, pomimo, że nie pamiętała go, on natomiast kontemplował o tym, czego się dowiedział.
- Może usiądźmy gdzieś i porozmawiajmy? - zaproponował, przerywając nieznośną ciszę. Zielonooka przez chwilę rozważała wszystkie za i przeciw, a gdy już skończyła, kiwnęła głową na "tak".
- Chodźmy do Ichiraku - zasugerował. - Zawsze tam spotykaliśmy się we czwórkę.
Nie miał w zwyczaju wspominać dawnych czasów, czy też zważać na sentymenty, ale teraz musiał na spokojnie pomyśleć, a bar w którym najczęściej przebywała w wolnym czasie drużyna siódma, był dla niego dobrym miejscem.
- Czwórkę? - powtórzyła.
- Ja, ty, Kakashi i Naruto - odparł beznamiętnie.
- Ty też należałeś do drużyny siódmej? Myślałam, że Sai...
- Odszedłem, a jakieś dwa lata później on zajął moje miejsce. W trakcie wojny postanowiłem dołączyć do was no i tak się złożyło po prostu.
- Ale skoro wróciłeś, to dlaczego nie było ciebie w wiosce? - zapytała.
- Wybrałem się w podróż - odpowiedział bez namysłu. Sam nie wiedział, czy lepiej będzie zatajać przed Haruno fakty o tym, co się wydarzyło pomiędzy nimi w czasie, gdy był uciekinierem, czy też zatrzymać to dla siebie, przynajmniej na razie.
- Po co?
- Musiałem sobie coś przemyśleć - nie skłamał. To była jego pokuta, a zarazem i sposób, by zrobić plan na życie. Po prostu zataił kilka informacji, lecz nie powiedział nieprawdy.
- Rozumiem, więcej mi nie powiesz? - westchnęła.
- Nie ma o czym mówić, było - minęło.
- Taak...
- No tak.
- Czy ja coś mówię?
- Możliwe, a przynajmniej ja to tak odbieram.
Pokazała mu język w odpowiedzi. W jego towarzystwie czuła się swobodnie i nie odczuwała żadnego nacisku z niczyjej strony, czy też powinności zachowywania powagi.
Doszli do Ichiraku i usiedli na stołkach przy barze.
- Dzień dobry - przywitał się właściciel. - Kogo my tutaj mamy... o panienka Sakura! A kimże jest twój towarzysz?
- Sasuke Uchiha - odpowiedział kruczowłosy, nim ta zdążyła cokolwiek powiedzieć.
Staruszek przyglądał się uważnie czarnookiemu, po czym wytrzeszczył oczy, lecz na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- Sasuke! Jak dawno ciebie nie widziałem! Zmieniłeś się nie do poznania - zaśmiał się. - Naprawdę cieszę się, że wróciłeś. Jak tam w wiosce?
- A dobrze... - bąknął pod nosem. - Jedyna rzecz, której bym się uczepił, to to, że przyzwyczaiłem się do Piątej, a z Kakashim jest mi trudno się oswoić.
- Bez przesady Sasuke! - roześmiał się właściciel. - Za panowania Piątej w wiosce spędziłeś może z pół roku. Na twoim miejscu bym tęsknił za Trzecim! Ile to już lat minęło? Chyba z siedem, odkąd Trzeci nie żyje... Pamiętam, jak kiedyś przyszedł do mnie z Naruto! Wszyscy nasi Hokage byli i są niezwykłymi ludźmi, nie tylko z umiejętności... niesamowicie sympatyczni. Ale nieważne! Innym razem porozmawiamy, bo nie chcę wam przeszkadzać! Podać coś?
- Wodę - odpowiedział Uchiha spokojnie.
- Sasuke! Tutaj jest przepyszny ramen! - szturchnęła go Sakura. - Powinieneś spróbować!
- Nie lubię żadnego ramenu, przecież wie... - nie dokończył, bo przypomniał sobie o tym, że dla Haruno praktycznie był zupełnie nieznajomą osobą.
Dziewczyna nieco zmarkotniała, słysząc to, ale po chwili smutek zniknął z jej twarzy.
- Właściwie... - zaczął, przyglądając się jej, by zobaczyć reakcję, na jego słowa - jak to się stało, że straciłaś pamięć?
Spuściła wzrok.
- Pani Tsunade mówiła, że podczas misji, ktoś zaatakował mnie i Naruto - powiedziała cicho. - Nie zdążyłam zrobić uniku i wylądowałam na skale, a uderzenie spowodowało amnezję.
- Kto was zaatakował? - zmarszczył brwi.
- Nie wiem...
- A ile to potrwa?
- Nie wiadomo, może trwać jeszcze kilka dni, tygodni, miesięcy, lat a nawet i nigdy się nie skończyć...
- Rozumiem.
Po chwili pojawił się staruszek z dwoma szklankami wody i postawił je przed dawnymi przyjaciółmi.
- Dla bohaterów narodowych na koszt firmy! - wyszczerzył się przyjaźnie.
- Dziękuję - skinął Uchiha głową i napił się.
- Opowiedz mi coś o sobie, bo o mnie wiesz chyba wszystko - palnęła Haruno.
- Na pewno nie wszystko - odparł. - Nie widzieliśmy się lata, a gdy w końcu się spotkaliśmy, byłaś zupełnie odmieniona.
- Mówisz? A jak mnie zapamiętałeś?
- Jako małą, bezbronną, irytującą dziewczynę - mruknął pod nosem, po chwili zastanowienia.
Dziewczyna przez chwilę analizowała, to co powiedział, a jak zrozumiała o co chodzi, krzyknęła.
- Co? Aż tak mnie nie lubiłeś?! Przecież jestem przydatna! - broniła się.
- Lubiłem cię, lubiłem - westchnął. - Przydatna stałaś się dopiero po treningu z Tsunade.
- Jesteś okrutny!
- Ale za to szczery - wzruszył ramionami.
- Arogancki dupek... - szepnęła, ale on usłyszał. - Nie lubiłam ciebie, prawda?
- Lubiłaś i to nawet bardzo - odparł tajemniczo.
- Jak bardzo?
- W stopniu zakochanej fanki.
- ... - milczała. - Czy ty mi właśnie mówisz, że byłam od ciebie uzależniona?
- Zależy od tego, czy twoje uczucia były szczere - zagadnął.
- Zawsze jestem szczera!
- Do bólu...
- Tak samo jak i ty!
- Nie ma za co.
Prowadzili miłą wymianę zdań, przez kolejne kilka minut, którą przerwało wołanie zielonookiej.
- Sakura-chaaaan!
- "Czyżby to był...?" - pomyślał Uchiha, po czym natychmiast się odwrócił.
W ich stronę biegł radosny blondyn o błękitnych oczach, potocznie nazywany "Pomarańczowym Hokage Konohy".
- Sakura-chan! - przywitał się z dziewczyną, po czym skierował wzrok na kruczowłosego.
- Ty pacanie! - warknął na niego i strzelił mu pięścią w głowę. - Jak śmiesz?!
Uchiha spojrzał się na niego zaskoczony.
- Jak śmiesz wracać do wioski i nie przywitać się ze mną! - dokończył. - I jeszcze na jakieś super secret date bierzesz Sakurę-chan! Swoją drogą! To jest Sasuke! - wskazał dziewczynie na chłopaka. - Nasz przyjaciel.
- Wiem - odparła.
- Pamiętasz go?! To nie fair! Mnie nie poznałaś! - histeryzował blondyn. - Sasukeeee! Ty pacanie! Zabrałeś mi Sakurę-chan!
- Zamknij się debilu - mruknął cicho czarnooki.
- Nie, ale już się poznaliśmy. Myślisz, że moim hobby jest siedzenie w barze z nieznajomymi kolesiami koło trzydziestki?
- Mam dziewiętnaście - wtrącił się cicho Uchiha.
- Sasuke, coś nieśmiały się stałeś! - zadrwił Naruto. - To do ciebie niepodobne!
- Nie, po prostu nie mam ochoty wydzierać się na całą wioskę, a mnie nauczono do tego, że nie przerywa się rozmowy innym, ale jak widzę, ty wciąż nie potrafisz tego przyjąć do wiadomości - odpowiedział spokojnie.
- A ty wiecznie z tą swoją pokerową twarzą! - zarzucił mu Uzumaki. - Uśmiechnąłbyś się!
Po tej wypowiedzi, blondyn zbliżył się do przyjaciela i naciągnął jego kąciki ust w górę.
- Sakura-chan, nie sądzisz, że Sasuke wygląda przystojniej z uśmiechem?
- Tak! - roześmiała się.
- Ale oczywiście nie tak przystojnie jak ja! - Naruto zakrył usta dłonią, chichocząc.
- No przecież!
- Ja tutaj wciąż jestem - zirytował się. Już zaczynał dochodzić do wniosku, że pod wpływem amnezji, Sakura znacznie się uspokoiła, aczkolwiek gdy tylko pojawił się Uzumaki, stracił to mniemanie o niej.
- Ano tak! Saaaasuuukeee! Powinieneś ze mną się wpierw spotkać! - trzepnął go w głowę niesforny chłopak.
- Ha? Po co miałbym się umawiać z takim kretynem jak ty?
- Znowu zaczynasz?!
- Uspokój się, idioto.
Haruno przyglądała się tej dwójce w skupieniu. Westchnęła podirytowana i odsunęła ich do siebie, widząc, że skaczą sobie do gardeł.
- Obaj jesteście głupi jak ser - mruknęła pod nosem.
- Sakura-chan... ach! Swoją drogą, to masz iść do Kakashi'ego!
- Po co?
- Nie wiem - wzruszył ramionami Uzumaki. - Jednak był dość poważny, jak na niego, a więc radzę ci dobrze, byś poszła jak najszybciej.
- Rozumiem, dzięki. Ja będę w takim razie lecieć do Hokage.
- Czekaj...! - odezwał się Uchiha. -  Pójdę z Tobą.
- Dlaczego?
- Po prostu, mam do niego sprawę - kruczowłosy odwrócił wzrok w stronę budynków, aczkolwiek natrafił na twarz Naruto, której mina nie zdradzała niczego dobrego.
- Ej, Sasuke - blondyn zaczepił go, gdy mieli się już żegnać - wpadnij później.
- W porządku - skinął głową. - Do zobaczenia.
- Pa.
Uchiha i Haruno skierowali się w stronę czerwonego budyneczku, w którym niedawno jeszcze był czarnooki.
Szli milcząc.
Stanęli przed gabinetem Hatake i spojrzeli się po sobie. Dziewczyna skinęła głową na znak, że chłopak ma otwierać drzwi i wchodzić do pomieszczenia.
On przekroczył próg jako pierwszy, za nim szła ona.

~*~ 
I na tym kończy się ten rozdział! Mam nadzieję, że Wam się spodobał.
Kolejny pojawi się najprawdopodobniej pierwszego maja, a więc do zobaczenia! 

niedziela, 6 marca 2016

01. Zmęczony podróżą, powraca.


Szedł wzdłuż rzeki. Przystanął na chwilę i zaczął przyglądać się swojemu odbiciu w wodzie.
Ludzie zawsze uważali, że jest przystojny. Jednym kobietom zapadały w pamięć jego czarne oczy, innym krucze włosy, a jeszcze kolejnym, jasna, wręcz biała cera.
Był zmęczony tą podróżą. Miał dość. Jego jedynym pragnieniem, było opaść na swoje wygodne łóżko w Konoha, do którego zdążył się już przyzwyczaić po zakończeniu wojny.
Mieszkańcy w wiosce go zaakceptowali, choć niektórzy wciąż mieli do niego urazę. Kto by się nie dziwił? Zabił wielu shinobi z Liścia i właściwie, gdyby nie jego wkład w wojnę i jej zakończenie, a zarazem relacje ze znaczącymi w osadzie osobami, najprawdopodobniej zostałby skazany na karę śmierci, a jego ostatnie sekundy oglądaliby wszyscy mieszkańcy.
Westchnął i kicnął przy wodzie. Nabrał jej trochę w dłonie i przemył swoją twarz.
- Co, zachciało ci się "pokuty" - parsknął do swojego odbicia. - Znowu ich zostawiłeś... wtedy się zmienili, a teraz... teraz możesz zastać zupełnie co innego, kretynie.
Wstał i ruszył dalej.
Doszedł do lasu. Wkroczył na jego tereny, aktywując sharingan. Rozejrzał się dookoła, szukając wzrokiem ewentualnego wroga. Po upewnieniu się, że poza nim nikogo nie ma w okolicy, ruszył błyskawicznie, skacząc z jednej gałęzi drzewa na drugą, mając na widoku najbliższe otoczenie.
Po godzinie biegu, nastał moment, którego się obawiał - usłyszał głosy na dole.
- Kto tam jest? - nieznany mu mężczyzna, zaczął krzyczeć, rozglądając się dookoła. - Wychodź tchórzu!
Sasuke mruknął coś niezrozumiałego pod nosem, ale zszedł na dół, mając nadzieję, że nie będzie potrzeby, by walczyć.
Zeskoczył z gałęzi, centralnie naprzeciwko wołającego go mężczyzny.
- Kim jesteś?! - zapytał kolejny, a cała grupa, która liczyła dwudziestu trzech shinobi, wyciągnęła broń, otaczając Uchihę.
- Co ważniejsze - kim wy jesteście?
- Jak śmiesz ignorować moje pytanie? - wściekł się i złapał kruczowłosego za bluzkę.
Czarnooki zirytowany i zmotywowany do działania, spojrzał się groźnie Mangekyo Sharinganem w jego oczy.
Mężczyzna drgnął i puścił go, odsuwając się nieco. Przez chwilę można było widzieć na jego twarzy strach, lecz po chwili został on zastąpiony drwiną.
- Uchiha! - zaśmiał się. - Widzicie chłopaki? Niezły łup mamy!
Reszta grupy również wydała z siebie okropny śmiech.
Sasuke nie zwracając na nich uwagę, ruszył w stronę, w którą wcześniej kroczył.
- A ty gdzie? Jesteś nam potrzebny! - odrażający przywódca gromady, zawołał za nim.
- W stronę Liścia - odparł kruczowłosy lekceważąco.
- Nigdzie nie pójdziesz!
- Skoro znasz moje nazwisko to i informacje o mojej osobie powinieneś posiadać. Każdy wie, że mnie się nie atakuje - oznajmił oschle.
- Widzicie jaki pewny siebie? - wyśmiał go.
Czarnooki lekceważył ich, bo co mogły mu zrobić takie chłystki jak oni? Nic. On, Sasuke Uchiha, nie mógł zostać pokonany przez nikogo.
Przystanął na chwilę i odwrócił do nich swoją spokojną twarz.
- Radzę wam, byście dali mi spokój i odeszli stąd, bo inaczej nie ręczę za siebie.
- A więc zmierzmy się! - przeciwnicy go bagatelizowali. Tak jak myślał - nie mieli pojęcia o czym mówią.
- Jak chcecie - westchnął. - A nie chciałem się wplątywać w żadne walki przed powrotem do wioski. Chociaż... może choć trochę się rozruszam.
Stanął naprzeciwko nich i czekał, aż któryś ruszy na niego.
Przed szereg wyszedł ich przywódca.
- Zaczynasz, czy ja mam? - zapytał spokojnie Uchiha.
Nie minęła chwila, jak ów mężczyzna na niego biegł z kunai'em.
Kruczowłosy ominął go i wygiął jego nadgarstek tak, że wydał z siebie mimowolnie głośny okrzyk bólu, oprócz tego można również było słyszeć odgłos łamanej kończyny.
- Kiepsko coś ci idzie - oznajmił, wyciągając katanę. - Następni.
Kilku mężczyzn otoczyło go. Wszyscy rzucili się na niego z bronią. Odpierał ich ataki, jak i zadawał własne ciosy. Jeden z shinobi, drasnął jego policzek kunaiem, w wyniku czego, po twarzy Uchihy popłynęła stróżka krwi. Ten sam wojownik, chwilę później zaatakował go kataną.
- "Jedyny, który tak właściwie potrafi w miarę walczyć" - pomyślał Uchiha.
Pokonał wszystkich, oprócz tego, który zadał mu wcześniej trafny, aczkolwiek w dalszym ciągu słaby cios.
- Powinieneś się podszkolić w walce kataną, młody - oznajmił mu. - Masz potencjał.
Dopiero teraz mógł się mu dokładnie przyjrzeć. Miał przewiązaną przez czoło czerwoną opaskę Amegakure. Jego fryzurę stanowiły dość szpiczaste, brązowe, krótkie włosy. Miał spokojny wyraz twarzy, a jego karmelowe oczy nie wyrażały nic. Sasuke mógł być od niego starszy o kilka lat. Ten wyglądał na 15-16. Chłopak ubrany był w szarą bluzkę, pod którą była czarna z długim rękawem. Na dłoniach miał rękawiczki. Miał na sobie ciemnopopielate spodnie, a prawą nogę przewiązaną bandażem.
- Zastanawiam się tylko, co robisz z takimi ludźmi jak oni - mówił dalej Uchiha.
- Właściwie to sam nie wiem - wzruszył ramionami. - Tak jakoś wyszło.
- Ah, rozumiem.
- Jak ci mówią? - zapytał chłopak.
- Sasuke Uchiha.
- Niemożliwe... - zaniemówił. - Ten, który przetrwał?!
- Nie lubię tego określenia.
- Mam jeszcze większą motywację, by wygrać.
Ich katany dotknęły siebie nawzajem. Co chwila można było słyszeć kolejny brzęk miecza.
Sasuke zaatakował go zdecydowanie, gdy odsłonił swoje punkty witalne. Miało to jedynie odwrócić uwagę przeciwnika i stało się, tak jak Uchiha myślał. Chłopak chcąc osłonić swój brzuch, skierował tam miecz, a w tym czasie kruczowłosy mógł pozbawić go przytomności.
- "Warunkiem, dla którego wolno mi uniknąć kary, jest to, że nie pozbawię nikogo życia bez konieczności, a on może się za jakiś czas okazać przydatny" - mówił Sasuke w myślach do samego siebie. - "Trochę bałaganu jest."
Spojrzał się na nieprzytomnych przeciwników.
- "Trochę się ubawiłem, mimo wszystko..." - westchnął w myślach.
Ruszył dalej. Był podekscytowany powrotem do Konohy. Sama myśl, że za chwilę wróci do wioski sprawiała, że niebywale się cieszył.
Trzy godziny później, bez większych wydarzeń znalazł się przed bramą Wioski Liścia. Przekroczył ją dumnie i przywitał się ze strażnikami.
- Sasuke-san! - Kotetsu nieco posmutniał na jego widok. - Już jesteś? Dużo się wydarzyło podczas twojej podróży, czy informowano ciebie na bieżąco?
- Nie - odparł. - Coś bardzo ważnego?
- Zdaje mi się, że tak, ale to nie mnie przypada powiadomienie ciebie o tym, przepraszam.
- W porządku, rozumiem - kiwnął głową - wybaczcie, ale mam kilka spraw do złatwienia.
- Do później!
- Tak, do zobaczenia...
Ruszył w stronę budynku Hokage. Chciał jak najszybciej załatwić sprawy z Kakashi'm.
Szedł przez wioskę, rozglądając się tu i ówdzie. Pragnął zobaczyć, czy dużo się zmieniło, bo nie miał pewności w jakim stanie zastał wioskę. Ciekawiło go, czy jego "przyjaciele" w jakiś sposób dokonali metamorfoz.
Dotarł do Ichiraku Ramen. Spojrzał się w kierunku baru, w poszukiwaniu Naruto. Nie mylił się - blondyn tam był, lecz Sasuke nie chciał go teraz zaczepiać, bo pewnym by było, że nie przyszedłby do Szóstego do wieczoru, a więc wolał nie ryzykować ewentualną zadymą, choć wiedział, że nie byłoby tak źle jak z Tsunade. Ona najprawdopodobniej wywaliłaby go przez okno, za znieważenie Hokage.
Ludzie schodzili na bok, widząc go. Dotąd się go bali i nie mieli zamiaru się z nim spoufalać, aczkolwiek w dalszym ciągu słyszał szepty kobiet, z których wynikało, że im się podobał.
Westchnął. Od lat denerwowały go te komplementy i wzrok poszczególnych dziewcząt. Czuł się jak przedmiot? Tak, to chyba najlepsze określenie. Irytację wzbudzały go tak zwane "fanki" oraz zazdrośni chłoptasie. Nie miał ochoty się z nikim spotykać, szczerze powiedziawszy nie potrzebował nikogo w swoim mniemaniu, lecz zdawał sobie sprawę zarazem, że jest samotny.
Stanął przed czerwonym budynkiem w centrum wioski. Zlustrował go wzrokiem, stwierdzając ku swojemu zadowoleniu, że pozostał on taki, jaki był.
Wszedł do budynku i wspiął się zwinnie po schodach na drugie piętro. Stanął przed drzwiami i zapukał.
Czekał chwilę, nie słysząc odzewu, wszedł do pomieszczenia, które jak się okazało - było puste.
- "A więc w grę wchodzą dwie opcje... spóźnia się do pracy albo ma jakieś zajęcie poza gabinetem" - powiedział sam do siebie w myślach.
Usiadł na sofie pod ścianą, stwierdzając, że nie pozostaje mu nic innego, jak czekać na Hatake.
- "Ciekawe, czy ten Młotek już wyszedł z Ichiraku..." - myślał.
Po piętnastu minutach, usłyszał kroki, więc skierował wzrok w stronę drzwi. Chwilę później otworzyły się one i do pomieszczenia wszedł siwowłosy mężczyzna w masce. Ubrany był w szary strój bojowy. Przez czoło miał przewiązaną opaskę Konohy. Był dość wysoki, lecz wyglądał na dużo starszego niż w rzeczywistości miał lat. Można na pierwszy rzut oka, po jego zmęczonej twarzy, stwierdzić, że ma te czterdzieści czy pięćdziesiąt lat, w czasie, gdy jego wiek wynosił nie więcej niż trzydzieści trzy.
- Dobrze Shizune, nie będę się tyle spóźniać, obiecuję! - mówił, przekraczając próg. Zamknął drzwi i dopiero wtedy dostrzegł Sasuke. - O, hejka.
- Cześć Kakashi - powiedział spokojnie. - Widzę, że i nawet jako Hokage nie możesz przychodzić na czas...
- Weszło mi to w nawyk i wciąż nie mogę się przyzwyczaić do tej posady, ale nieważne - odparł. - To, że tutaj jesteś oznacza, że wpadłeś na chwilę w odwiedziny czy wracasz?
- Podróż była zbyt nużąca, szczerze mówiąc. Życie włóczęgi nie podeszło mi, a więc postanowiłem wrócić - wzruszył ramionami.
- A, rozumiem - kiwnął głową i usiadł na fotelu. Z szuflady biurka wyjął teczkę, z której chwilę później wyciągnął teczkę. - No więc wygląda to tak Sasuke... że nie wiem, gdzie ciebie umieścić.
- W sensie? - zmarszczył brwi.
- Mieszkanie w którym umieścił ciebie III Hokage, zaraz po sam wiesz czym, aktualnie nie jest zajęte. Jedyne miejsce poza nim, które mogę ci zaproponować to... - skierował swój wzrok w papiery - dawna posiadłość klanu Uchiha.
Kruczowłosy nieco się wzdrygnął, słysząc o tym miejscu. Nie chciał tam wracać w najbliższym czasie. Można było powiedzieć, że nie dojrzał jeszcze na tyle, by postawić tam nogę, a co dopiero mieszkać.
- Jaka jest twoja decyzja? - Hatake spojrzał mu w oczy.
- Sądzę, że to oczywiste - mruknął pod nosem. - Rozumiem, że już dzisiaj mogę wrócić do swojego mieszkania?
- Tak, powiedz Shizune, by zaprowadziła ciebie do biura, gdzie dadzą ci klucze. Ma się powołać na mnie.
- Rozumiem. Coś jeszcze?
- Tak, jakbyś spotkał Sakurę to... nie zdziw się, jeśli... jeśli jej zachowanie będzie nieco dziwne.
- Co masz na myśli?
- Dopóki jej nie spotkasz, nie interesuj się tym, dobrze?
- Aha - westchnął. - Niech ci będzie.
- Przyjdź tu, gdy będziesz chciał iść na misję, przydasz się - powiedział chowając papiery do szuflady.
Uchiha wyszedł bez pożegnania. Zamknął za sobą cicho drzwi i skierował się w stronę Shizune.
- Dzień dobry, Sasuke-san! Kakashi po coś ciebie przysłał? - zapytała sympatycznie, widząc go.
- Mam do pani sprawę - odparł. - Czy mogłaby mnie pani zaprowadzić do biura?
- Jakiego biura?
- Nie mam zielonego pojęcia, jak to się nazywa - oznajmił oschle - Kakashi mówił tylko tyle, że mają tam mi dać klucze.
- Hatake! - krzyknęła wściekła. - Nie jestem sekretarką! A już na pewno nie twoją!
Uchiha patrzył się na nią zdezorientowany.
- Właściwie, to jest pani sekretarką...
- Ano... - zaśmiała się nerwowo, po czym odkrzyknęła. - Kakashi, zapomnij!
- ...
- A, Sasuke! Chodź za mną.
Szli niecałe dwie minuty, po czym stanęli przed jasnymi, drewnianymi drzwiami. Kobieta zapukała, po czym słysząc "wejść", otworzyła je i przekroczyła próg, a zaraz za nią, zrobił do kruczowłosy.
- Dzień dobry! W czym mogę pomóc? - zapytała młoda dziewczyna, siedząca za ladą. Wlepiała maślane oczy w Sasuke, który był tym wyraźnie niezainteresowany. Pozostawał przy kamiennej twarzy.
- Hanae-chan, pan Hokage prosi, byś załatwiła sprawy z mieszkaniem pana Uchihy - wyjaśniła czarnooka. - Dobrze?
- Tak!
- A więc ja już pójdę, bo mam dużo pracy. Do zobaczenia!
I już jej nie było...
- Jak to się stało, że tak przystojny, młody chłopak w twoim wieku, postanawia zająć mieszkanie od Hokage? - zapytała przeglądając stertę kartk.
- Tak jakoś wyszło - wzruszył ramionami. - Chciałem być blisko...
- Dziewczyny? - zmarszczyła brwi. Jej głos nie był już tak słodki.
- Przyjaciół - dokończył oschle, a mimika twarzy blondynki, natychmiast się zmieniła.
- Ah, rozumiem! - uśmiechnęła się.
- "Irytująca" - pomyślał.
- Wypełnij ten akt - podała mu kartkę.
Usiadł przy biurku i zaczął bazgrać długopisem po papierze. Po trzech minutach oddał jej formularz i czekał na ewentualne dalsze instrukcje.
- Właściwie to wszystko! Chodź jeszcze ze mną do kantoru, muszę znaleźć klucze.
Kiwnął głową i ruszył za brązowooką.
Dziewczyna kręciła się w każdą stronę, idąc prosto.
- "Jej chód wygląda jak... u kaczki?" - skomentował w myślach.
Weszli do małego pomieszczenia i kobieta zaczęła przeglądać szuflady.
- Gdzie mieszkałeś? - zapytała przyjaźnie.
- Na osiedlu siódmym, w mieszkaniu czternastym - odparł chłodno.
Odszukała wzrokiem szuflady z podpisaną "7", była na samej górze, a że dziewczyna była dość niska, spojrzała się na niego prosząco.
- Mógłbyś mnie podsadzić? - zadała pytanie zarumieniona.
Mężczyzna nie skomentował jej prośby, tylko podszedł bliżej, po czym wyciągnął szufladę i ją podał dziewczynie.
- Proszę.
- Dzięki... - mruknęła niezadowolona.
Zaczęła szukać czegoś w pudełku, po czym podała kruczowłosemu klucze.
- Mam nadzieję, że będzie ci się dobrze mieszkać.
Wyszli z kantoru.
- Czyli to wszystko, tak?
- Tak! To znaczy... jeśli chodzi o klucze i sprawy formalne.
- Mogłabyś rozszerzyć swoją wypowiedź? Nie rozumiem.
- Chciałbyś się spotkać gdzieś kiedyś?
- Może kiedyś - powiedział oschle. - Będę już szedł.
- Do zobaczenia!
- Ta...
Wyszedł z pomieszczenia, a gdy już znalazł się poza budynkiem Hokage, westchnął.
- "Nareszcie będę mógł odsapnąć chwilę" - pomyślał.
Skierował się w stronę swojego mieszkania. Szedł przez wioskę zamyślony, rozglądając się dookoła.
Sprzedawcy zaczynali już zamykać swoje sklepy i stragany, większość mieszkańców była już w domach, toteż na ulicy było już dość pusto.
Usłyszał szybkie, zbliżające się do niego kroki. Zwrócił swój wzrok w tym kierunku i ujrzał biegnącą różowowłosą dziewczynę. Wytrzeszczył oczy, widząc zielonooką. Nieszczególnie się zmieniła. Pozostawała tą samą Sakurą, którą zostawił w wiosce rok wcześniej. Miała na sobie biały kitel, a pod nim czerwoną bluzkę i różową spódniczkę.
W dalszym ciągu, jej różowe włosy, były krótkie, z grzywką na boki, jednak tym razem związane opaską Konohy, zapewne po to, by nie przeszkadzały w pracy.
Biegła na niego, ze stertą książek w rękach, więc mogła go nie widzieć. W ostatniej chwili udało mu się ją złapać, gdy potknęła się o kamień na ziemi i uchwycić wszystkie księgi.
- Sakura...! - wymsknęło mu się dość głośno.
Dziewczyna odsunęła się od niego i spojrzała zaskoczona.
- Zna mnie pan? - zapytała.
- Jak to, czy cię znam? - odpowiedział zdezorientowany. - Jak mógłbym cię nie znać?
- Przykro mi, ale ja pana nie kojarzę niestety.
- Nie było mnie rok w wiosce, wracam, a ty mnie nie pamiętasz? Po tylu latach? - zmarszczył brwi. To było niemożliwe.
- Przepraszam, ale ja... - spuściła wzrok - nie pamiętam prawie niczego... Straciłam pamięć trzy miesiące temu.
Chwycił ją za rękę i przysunął się bliżej niej, patrząc głęboko w oczy.
- Naprawdę mnie nie pamiętasz? - zapytał chłodno.
- Nie... a powinnam?
- Prawdopodobnie... - Zatopił się w jej szmaragdowych tęczówkach.
- Czy mógłby mnie pan puścić? - poprosiła, w momencie gdy mężczyzna od kilku minut stał wpatrując się jej w oczy.
- Tak, przepraszam - otrząsnął się z letargu.
- Brzmi to grubiańsko, lecz... czy mógłby się pan przedstawić? Zna mnie pan, ale ja pana już niekoniecznie...
- Sasuke Uchiha.
- Nie kojarzę...
-  To zrozumiałe.
Zamarł w bezruchu. Nie sądził, że zastanie coś takiego, a co dopiero fakt, że Sakura nie będzie go pamiętać.
- "Z pewnością... to wszystko zmieni" - pomyślał.



wtorek, 1 marca 2016

00. Prolog.


 
Wszyscy mówili mi, że to tylko dziecięca miłość, 
ale ja byłam pewna.
Mówiłem sobie, 
że to tylko dziecinny sentyment, 
ale ona zawsze wracała.

Zawsze patrzyłam się na niego,
jak na ideał. Zaraz, chwila...
On był, jest i zawsze będzie moim ideałem.

Zawsze patrzyłem na nią, jak nic nie wartą, 
irytującą dziewczynę,
ale ludzie się zmieniają,
a mój przypadek jest tego idealnym przykładem.

Chciałam o nim zapomnieć. 
Nigdy nie umiałam.
To uczucie było zbyt silne, 
bym z dnia na dzień
przestała o nim myśleć.

Chciałem o niej zapomnieć, 
ale coś mi na to nie pozwalało,
dość często
pojawiała się w mojej głowie i nie chciała zniknąć.

Chciałam dogonić jego i Naruto, 
chciałam, byśmy walczyli na równi. 
Pragnęłam jego szczęścia,
spełnienia marzeń. 
On był moim pragnieniem,
którego nie potrafiłam się wyzbyć.

Kiedyś wyobrażałem sobie
naszą trójkę na zawsze razem.
Ale... pragnąłem jednego od najgorszej nocy,
mojego życia. 
Zabicie brata było moim celem, 
który musiałem doprowadzić do końca.
To miało być moje szczęście,
uszczęśliwiając siebie,
uszczęśliwiłbym i ją, 
prawda?
Wszystko wywróciło się do góry nogami
jednego wieczoru.
Ta noc, wszystko zmieniła.
Odszedł...
Odszedłem.
Zostawił mnie...
Zostawiłem ją.
Nie pragnął naszego wspólnego szczęścia.
Miał tylko jeden cel w życiu,
czy powinnam go wtedy o to winić?
Nie zdawałem sobie sprawy z tego,
jak wiele stracę tej nocy.
Zniszczyłem sobie życie
przez zemstę.

Ciężko pracowałam, by go nadgonić...

Trenowałem, by dogonić brata i go przewyższyć.

Później, nastało spotkanie...
Zjawiłam się nagle,
chciałam uratować go z tej ciemności,
ale...
...próbowałem ją zabić.
Ruszyłem na nią, 
ze swoją najlepszą techniką...

To nie był ten Sasuke, którego znałam...

To nie była ta Sakura, którą znałem...

Gdy wojna się rozpoczęła,
nie czułam strachu.
Moje życie, nie miało jakiegoś większego sensu
bez niego.

Wypowiedzieliśmy wojnę,
jak teraz się na to patrzę,
był to szczyt głupoty,
ale wtedy... to było naprawdę dobre rozwiązanie
moim zdaniem.

Nastało nasze spotkanie, 
gdy dowiedziałam się,
że jest po naszej stronie,
zaczęłam się cieszyć,
lecz...
odczuwałam niepokój.

Chciałem zemsty, walki...
a następnie walczyłem po stronie swoich przeciwników.
Zdaje mi się, że to było jeszcze głupsze.

 Po skończonych walkach, 
nastąpiło pożegnanie.

"Zobaczymy się gdy wrócę... Dziękuję za wszystko."
"Sasuke-kun..."

Minął rok, odkąd odszedłem.
Zacząłem się niecierpliwić
na myśl, że spotkam się z tym młotkiem i tą dziewczyną...

Czekałam na niego,
a każdy dzień
zdawał się ciągnąć lata.

Życie w samotności,
moja pokuta... to wszystko... 
było beznadziejne.

Pragnęłam, jak najszybciej
ujrzeć te czarne oczy.

Coś mnie do niej ciągnęło, 
lecz sam nie wiedziałem co...
Gdy wróciłem...
Jego powrót...
te wszystkie okoliczności...
One nie były takie,
jak sobie wyobrażałam...

Można śmiało powiedzieć,
że zostawiłem wszystko,
a gdy wróciłem,
zobaczyłem stratę.
Czy gdybym nie ruszył w podróż,
to by się nie wydarzyło?

Coś w mojej podświadomości
wołało jego imię.
Lecz....
Nie mogłam sobie przypomnieć...
Nie pamiętałam go.
Pokazywano mi różne zdjęcia,
ale dla mnie była to zupełnie obca osoba.
Nie rozumiałam...

Tak rozpoczął się,
kolejny rozdział w naszej historii.
Ja bałem się cokolwiek zrobić.
Ja bałam się jego.
Ta cała sytuacja, nas oboje przytłaczała.
Ja obawiałem się, że już nigdy nie usłyszę "Sasuke-kun".
Ja byłam przerażona, gdy czułam miłe ciepło w sercu, gdy go widziałam.
Jak się skończyło?
Przekonacie się, jeśli zostaniecie.


~*~
Cześć i czołem!
Zacznijmy od tego, skąd się tutaj wzięłam. 
Planowałam już od jakiegoś czasu, założyć bloga o SasuSaku, lecz natchnienia było brak, a teraz przybyło, ze dwa razy większe, niż się spodziewałam.
Co powiedzieć?
Nie jest to mój pierwszy blog o tej tematyce, lecz tamte były tak beznadziejne, że aż szkoda się przyznawać, właściwie przypominać mogły nieco... sama nie wiem co, szczerze powiedziawszy.
Powiem tak - była masa powtórzeń, błędów w zapisie dialogu, jak i sama fabuła niezbyt ciekawa i oklepana, a także większość rzeczy bezsensu, aczkolwiek nie o tym mowa.
Blog zaczyna dopiero się rozkręcać, a więc sami wszyscy zapewne rozumiecie, że mogą być niedociągnięcia na stronach, czy też w samym wyglądzie bloga.
Odnośnie prologu - chciałam pokazać, na czym postaci stoją. Nie wiedziałam, jak zacząć, więc napisałam tak, jak uważałam, że będzie najlepiej i zdaje mi się, że wyszło dobrze, a przynajmniej mi się podoba. Rozdziały oczywiście będą pisane zupełnie normalnie, a nie w ten sposób.
Hm... jak to się mówi? Nie wiem, czy w tej sytuacji, jest to odpowiednie określenie, ale liczę na miłą współprace z innymi autorami, jak i szczere, a zarazem i nie obraźliwe opinie.
Szablon został pobrany z galeria-dusz.blogspot.com.
Wybaczcie mi moje roztargnienie! Nawet się nie przedstawiłam. Możecie mnie nazywać Ise.
Wieku nie podam, tak samo, jak i tego, skąd przybywam, bo nie jest to raczej potrzebne, powiem tak : może kiedyś.
Zdaje mi się, że to wszystko, ewentualne pytania, możecie zadawać w komentarzach. 
Życzę Wesołych Świąt Ise, idiotko, nie ma świąt jeszcze. 
Do zobaczenia w następnym rozdziale, który postaram się wstawić do weekendu, lecz nic nie obiecuję, bo może się nam jeszcze wiele rzeczy przytrafić.
`Ise.
Szablon wykonała Sasame Ka z Zatracone Dusze
CREDITS
Art1 Art2 Texture1 Texture2 Texture3 Texture4 Texture5